ARTYKUŁ GOŚCINNY

A co, jeśli przestaniesz się dopasowywać? O odwadze, by stworzyć życie po swojemu

Wróć do artykułów gości

Przez dużą część życia uczymy się dopasowywać. Do sytuacji. Do oczekiwań. Do ról, które mamy pełnić. Do tego, co wypada kobiecie w określonym wieku. Do tego, co powiedzą inni. Kupujemy bezpieczne ubrania, wybieramy sprawdzone kolory, czasem rezygnujemy z czegoś, co naprawdę nam się podoba, bo wydaje nam się zbyt odważne, zbyt inne, zbyt „nie dla mnie”. Aż przychodzi taki moment, kiedy zaczynamy zadawać sobie inne pytanie:

A czego właściwie ja chcę?

U mnie to pytanie nie pojawiło się nagle. Przez siedem lat szyłam biżuterię hobbystycznie. Do szuflady. Nie miałam wtedy planu, żeby tworzyć markę. Nie myślałam o klientkach, targach, sprzedaży, mediach społecznościowych ani o tym, że kiedyś ktoś będzie nosił rzeczy, które powstają pod moimi rękami. Po prostu lubiłam tworzyć.

Lubiłam kolory, faktury, łączenie ze sobą różnych elementów. Lubiłam ten moment, kiedy z kilku kawałków sznurka i kamieni powstawało coś, czego wcześniej nie było.

Przez te siedem lat traktowałam to jednak jako hobby. Coś mojego, trochę na boku, trochę „do szuflady”.

A potem zaczęłam się zastanawiać, czy może być inaczej?

W pandemii przez kilka miesięcy byłam w domu z dziećmi. I wtedy zobaczyłam, że bardzo podoba mi się taki sposób życia. Powolna kawa rano. Rower, kiedy świeci słońce. Możliwość pracy wieczorem, kiedy dzieci już śpią. A kiedy pada deszcz - zamiast gonić, mogę po prostu zostać w domu i zrobić to, co jest do zrobienia. Chciałam więcej swobody. Więcej wpływu na swój czas. Chciałam, żeby praca była częścią mojego życia, a nie całe życie było podporządkowane pracy. I wtedy pojawiła się myśl:

A może ta biżuteria, którą od tylu lat szyję do szuflady, może być czymś więcej?

Nie wiedziałam, czy to się uda. Nie wiedziałam nawet, czy powinnam próbować. Ale skoro dookoła powstawały piękne, małe marki, skoro inni ludzie mieli odwagę zamieniać swoje pomysły w biznes, to dlaczego moja historia miałaby nie mieć szansy?

„Dam sobie szansę”

Jednym z pierwszych momentów, kiedy potraktowałam ten pomysł naprawdę poważnie, było zapisanie się na warsztaty Biznes bez Cukru. To była jedna z pierwszych większych inwestycji w siebie i w swój pomysł. Pamiętam moment, kiedy spojrzałam w lustro i powiedziałam sobie: Dam sobie szansę.

Nie: „Na pewno mi się uda”.

Nie: „Wszyscy będą zachwyceni”.

Po prostu: spróbuję.

I to chyba była najważniejsza decyzja. Bo odwaga nie zawsze oznacza brak strachu. Czasami oznacza zrobienie czegoś pomimo tego, że nie jesteśmy pewni, co będzie dalej.

Najtrudniejsze było powiedzieć o tym ludziom, którzy mnie znali.

Dzisiaj może mnie to trochę bawić, ale wtedy naprawdę się bałam. Nie tyle samego tworzenia marki, ile wyjścia z nią do świata. Do znajomych z liceum. Ze studiów. Do ludzi, którzy znali mnie wcześniej i mieli w głowie jakiś obraz mnie. Miałam powiedzieć:

„Nie wracam. Szyję kolorowe sznurki. Robię z nich kolczyki i chcę zbudować z tego swoją markę.”

W mojej głowie brzmiało to trochę absurdalnie.

Co oni pomyślą? Czy potraktują mnie poważnie? Czy nie uznają, że wymyśliłam sobie jakieś dziwne hobby?

I właśnie wtedy zrozumiałam, że najtrudniejszą częścią tej zmiany nie jest stworzenie produktu. Najtrudniejsze jest pozwolenie sobie na to, żeby inni zobaczyli, że próbujesz. Bo dopóki coś robisz tylko dla siebie, jesteś bezpieczna.

Możesz się pomylić.

Możesz zmienić zdanie.

Nikt nie musi wiedzieć.

Ale kiedy pokazujesz światu coś swojego, pojawia się ryzyko oceny.

Własna droga nie musi być dla innych

Dzisiaj wiem już, że nie wszystko, co robię, musi podobać się wszystkim. Właściwie - nie powinno. Moja biżuteria jest kolorowa, często wyrazista, czasami duża. Powstaje ręcznie i często w pojedynczych egzemplarzach. Nie każda kobieta będzie chciała ją nosić. I bardzo dobrze. Bo nie tworzę jej po to, żeby pasowała do każdej kobiety. Tworzę ją dla tych, które patrzą na kolorową broszkę czy duże kolczyki i myślą: „To jest moje.”

I chyba właśnie tego uczymy się również w życiu. Że własna droga nie musi podobać się wszystkim. Nie musi być zrozumiała dla wszystkich. Nie musi nawet wyglądać jak droga innych osób. Wystarczy, że jest nasza.

A co, jeśli się nie uda?

To pytanie potrafi zatrzymać na bardzo długo. Co, jeśli się nie spodoba? Co, jeśli ktoś mnie skrytykuje? Co, jeśli stracę pieniądze? Co, jeśli okaże się, że się do tego nie nadaję?

Co, jeśli inni mieli rację? To są pytania, które znam bardzo dobrze.

Ale dzisiaj zadałabym sobie jeszcze jedno.

A co, jeśli się spodoba?

A co, jeśli znajdę ludzi, którzy będą mi kibicować?

A co, jeśli będzie ich więcej niż tych, którzy mnie skrytykują?

A co, jeśli pomysł, który dzisiaj wydaje mi się trochę szalony, za kilka lat stanie się czymś, bez czego nie wyobrażam sobie swojego życia?

Tego nie dowiem się, dopóki nie spróbuję. I myślę, że dokładnie tak samo jest z wieloma decyzjami, które podejmujemy w życiu.

Nie każda zmiana musi być wielką rewolucją

Kiedy myślimy o rozwoju, często wyobrażamy sobie wielkie decyzje. Zmianę pracy. Przeprowadzkę. Nowy biznes. Całkowite przewrócenie życia do góry nogami. Ale przecież zmiana może zacząć się dużo wcześniej. Od małego „chcę”. Od zapisania się na warsztaty. Od powiedzenia komuś o swoim pomyśle. Od założenia czegoś, co od dawna leży w szafie. Od wybrania koloru, którego do tej pory unikałaś.

Od decyzji, że nie chcesz już za każdym razem pytać: „Czy to wypada?”

Tylko:

„Czy to jest moje?”

A co, jeśli jutro zrobisz coś po swojemu?

Nie namawiam Cię do wielkiej rewolucji. Nie musisz rzucać pracy, zakładać firmy ani przewracać swojego życia do góry nogami. Zacznij od jednej małej rzeczy.

Jeśli jesteś dzisiaj w takim miejscu swojego życia, w którym trochę nie czujesz się sobą, spróbuj jutro zrobić jedną rzecz inaczej niż zwykle.

Załóż kolor, którego dawno nie nosiłaś. Wyciągnij z szafy te kolczyki, które zawsze wydawały Ci się „trochę za duże”. Wybierz dodatek, na który od dawna patrzysz, ale myślisz: „To chyba nie dla mnie”. Albo zrób coś zupełnie niezwiązanego z wyglądem - wygospodaruj godzinę tylko dla siebie, wróć do dawnego hobby, powiedz „tak” czemuś, na co naprawdę masz ochotę. Nie po to, żeby stać się kimś innym. Po to, żeby sprawdzić, czy właśnie takiej siebie nie brakowało Ci ostatnio najbardziej.

Zobacz, jak się poczujesz. Czy poczujesz więcej energii? Lekkości? Swobody?

A może po prostu pomyślisz: „O, to jestem ja.”

Bo czasami właśnie od takich małych decyzji zaczyna się powrót do siebie.

Możesz zmienić zdanie.

Możesz zacząć od nowa.

Możesz przestać pytać: „Czy to wypada?”

A zacząć pytać: „Czy to jest moje?”

Tego właśnie nauczyło mnie Mahabi. Że rozwój nie zawsze oznacza stawanie się kimś nowym. Czasami oznacza odważenie się na to, żeby być bardziej sobą.

Więc mam dla Ciebie małe wyzwanie: Jutro wybierz jedną rzecz, która sprawi, że poczujesz się bardziej sobą - nie bardziej „odpowiednią”, nie bardziej „elegancką”, nie bardziej podobną do innych. Po prostu bardziej swoją.

Może będzie to kolor. Może odważny dodatek. Może decyzja, którą od dawna odkładasz.

A może chwila tylko dla Ciebie. I kiedy już to zrobisz, zatrzymaj się na moment i zapytaj:

„Jak się czuję, kiedy wybieram siebie?”

Bo być może nie potrzebujesz wielkiej zmiany.

Być może potrzebujesz tylko przypomnienia sobie, że możesz wybierać.

A potem zadaj sobie jeszcze jedno pytanie:

A co, jeśli się uda?

Marta Halicka – Mahabi