ARTYKUŁ GOŚCINNY

Granice, asertywność i trudne rozmowy – czego naprawdę boimy się w komunikacji?

Wróć do artykułów gości

Przeważnie nie boimy się trudnych rozmów. Boimy się tego, co może wydarzyć się po nich. Konsekwencji

Że ktoś się obrazi. Że przestanie nas lubić. Że uzna nas za trudnych, niewdzięcznych, konfliktowych. Że usłyszymy coś, czego wcale nie chcielibyśmy usłyszeć, boimy się.. Że relacja się zmieni.

Czasami boimy się czegoś większego, że wreszcie powiemy głośno to, co od dawna jest w środku i próbuje się wydostać. Często sami nie potrafimy tego nazwać, a to kolejny problem. Co robimy? To w czym jesteśmy mistrzami czyli- dusimy, przekładamy na inną półkę, bagatelizujemy, usprawiedliwiamy itp. Itd. Mamy w tym doświadczenie. A jak już powiemy coś szczerze, w miarę składnie o co nam chodzi, pojawia się kolejny problem.. Nie będzie już można udawać, że wszystko jest w porządku, że będzie jak dawniej. To może wydawać się zbyt trudne.

I dlatego milczymy.

Zgadzamy się na kolejne zadanie, chociaż kalendarz już dawno przestał się domykać. Słuchamy uwag wypowiadanych tonem, którego nie powinniśmy akceptować. Po raz kolejny przesuwamy własne plany, bo ktoś ma pilną sprawę. Przytakujemy na spotkaniu, a potem przez pół dnia prowadzimy w głowie rozmowę, którą powinniśmy byli przeprowadzić face to face. Tam jesteśmy elokwentni i odważni. W głowie mamy świetne argumenty. Celne zdania. Doskonałe argumenty.

Tylko rozmowa już się skończyła…

Stawiane granice rzadko są głównym problemem komunikacyjnym. Częściej problemem jest cena, jaką musimy zapłacić za ich postawienie. Często nawet nie wiemy jak to policzyć..

Bo postawienie swojej granicy ma koszt.

Ktoś może zrobić dziwną minę. Ktoś może powiedzieć, że się zmieniłeś czy zmieniłaś. Ktoś może spróbować wzbudzić poczucie winy. Właściwie to pewne. Ktoś może odpowiedzieć chłodem, dystansem. Ktoś, kto korzystał z naszego braku granic, może być wręcz oburzony faktem, że nagle się pojawiły.

I tu zaczyna się droga do prawdziwej asertywności. Tej mojej, własnej ponieważ każdy ma swoją.

Niewiele daje, kiedy na szkoleniu spokojnie, ćwiczeniowo mówi się: „rozumiem twoje stanowisko, jednak pozostanę przy swoim”. Potem zmiana w parach- to jest dość łatwe.

Asertywność zaczyna się wtedy, kiedy po takim zdaniu zapada cisza, coś się zmienia. Jest ZMIANA.

Trzeba ją zaakceptować i wytrzymać. Często słyszymy, że „NIE to pełne zdanie, masz do tego prawo”. W księgarniach też znajdziecie poradniki jak stać się asertywnym w weekend. Na szkoleniach nie polecam treningu asertywności od nauki pełnego NIE. Jeżeli ważne są dla Ciebie relacje- zadbaj o nie. Wyrażaj się z poszanowaniem uczuć rozmówcy, zadbaj też o jego komfort. Możesz uczyć się odmawiania z zaznaczeniem wagi Waszej relacji. Po prostu.

Bez nerwowego tłumaczenia się, bez dopowiadania pięciu argumentów, bez natychmiastowego łagodzenia własnego komunikatu tylko dlatego, że na twarzy rozmówcy pojawiło się niezadowolenie czy rozczarowanie.

To ciekawe, jak często chcemy być asertywni pod warunkiem, że druga osoba dobrze przyjmie naszą asertywność. Spróbujmy dać jej do tego warunki aby tak było- reszta nie zależy już wyłącznie od Ciebie. Relacja to przecież obie strony. Nie możemy być w niej całkowicie odpowiedzialni za siebie i dodatkowo partnera.

Dojrzała komunikacja zaczyna się w miejscu, w którym dopuszczamy, że druga osoba może być niezadowolona z naszej decyzji — a my nadal mamy prawo tę decyzję podjąć.

Nie muszę przekonać Cię, że moja granica jest słuszna. Nie musisz jej lubić.

Wystarczy, że jest moja i jest mi POTRZEBNA. Być może zbyt rzadko mówimy o tym, co jest nam potrzebne. Szkoda, bo te potrzeby to jest lista kosztów na którą składa się nasza granica. Tak, chcę mieć szczelne granice, tylko jeszcze nie wiem z czego je zbudować… a tutaj fraza „NIE to pełne zdanie” nic nie załatwi.

Czasami najbardziej stanowcze komunikaty wypowiada się bardzo spokojnie.

Nie podoba mi się sposób, w jaki teraz ze mną rozmawiasz.

Nie podejmę się tego w tym terminie.

Mogę zrobić A albo B. Nie zrobię jednocześnie A, B, C i D.

Chcę dokończyć najpierw to zadanie.

Nie zgadzam się na takie rozwiązanie, ponieważ…

Wróćmy do faktów.

Kilka prostych zdań.

Żadnego krzyku, winy, żadnej demonstracji siły.

A jednak dla wielu osób wypowiedzenie ich wobec np. szefa, klienta, współpracownika czy bliskiej osoby jest trudniejsze niż dwugodzinna prezentacja przed setką ludzi.

Dlaczego?

Bo komunikacja nigdy nie dotyczy wyłącznie słów.

Pod spodem działa cały niewidzialny system: potrzeba akceptacji, lęk przed odrzuceniem, hierarchia, status, wcześniejsze doświadczenia, poczucie własnej wartości, interpretacja intencji drugiej strony. Wychowanie, wdruki pokoleniowe (tutaj to dopiero jest raj dla psychologów). Ciekawe, że pokolenie ZET czy alfa ma dużo mniejszy problem z asertywnymi komunikatami, które IKSY często interpretują jako roszczeniowość Zetek. To już osobny temat.

I jeszcze ego. EGO. Nasze i cudze.

To ono potrafi zamienić zwyczajne „nie zgadzam się” w „atakujesz mnie”.

Dlatego jedna z najważniejszych kompetencji komunikacyjnych brzmi mało efektownie: umieć znieść dyskomfort.

Nie każdą ciszę trzeba wypełniać.

Nie każdą minę trzeba naprawiać.

Nie każdą emocję drugiego człowieka trzeba natychmiast regulować.

Nie każdy konflikt jest katastrofą.

Czasami konflikt jest po prostu informacją, że dwie osoby chcą czegoś innego.

To wszystko.

Problem zaczyna się wtedy, gdy bardziej zależy nam na uniknięciu chwilowego napięcia niż na rozwiązaniu problemu. Wtedy kupujemy święty spokój. Kupujemy czyli płacimy. Czym? Sam lub sama sobie odpowiedz. Wiesz, że TO kosztuje.

Tylko że święty spokój ma paskudny system ratalny.

Dzisiaj przemilczę. Jutro ustąpię. Pojutrze zrobię coś wbrew sobie.

Potem przychodzi rachunek: frustracja, pretensje, wycofanie, ironia, bierna agresja albo eksplozja zupełnie nieproporcjonalna do sytuacji. Jest nieźle, jeżeli potrafimy chociaż nazwać w sobie te emocje czy uczucia. Częściej nawet o nich nie myślimy. Niestety, nic nie ma za darmo…

…

Nasz rozmówca mówi „Ale o co ci właściwie chodzi?”

My na to (oczywiście najczęściej w głowie) „O trzydzieści wcześniejszych sytuacji”.

Tylko ona o nich nie wie, bo nigdy o nich nie powiedzieliśmy. Możę coś próbowaiiśmy kiedyś wieczorem. To jest jeden z paradoksów relacji; oczekujemy często, że inni będą respektowali granice, których nigdy jasno nie pokazaliśmy.

Ludzie nie czytają w myślach, nawet ci, którzy nas kochają. Nawet ci, którzy pracują z nami od piętnastu lat. Nawet bardzo dobrzy psycholodzy (mają tylko nieco łatwiej)

Dlatego trudna rozmowa przeprowadzona odpowiednio wcześnie może być znacznie łagodniejsza niż rozmowa odkładana przez pół roku.

Na początku wystarczyłoby:

„To mi nie pasuje”.

Po pół roku wychodzi:

„TY ZAWSZE… TY NIGDY”, czyli klasyka gatunku.

Wtedy już nie rozmawiamy o problemie. Otwieramy archiwum, a tam w archiwum są dokumenty z XX wieku.

Dobra komunikacja nie polega więc na tym, żeby zawsze było miło.

Dobra komunikacja powinna być przede wszystkim uczciwa, czytelna i adekwatna.

Może być ciepła. Powinna być empatyczna- to zawsze. Powinna zostawiać drugiemu człowiekowi przestrzeń. Czasami musi być również bardzo konkretna i konsekwentna.

Nie.

Stop.

Nie zgadzam się. Nie teraz.

Tak nie będziemy rozmawiać.

Potrzebuję czasu.

Mam inne zdanie.

To też jest komunikacja.

Być może właśnie tych kilku krótkich zdań powinniśmy uczyć się znacznie wcześniej niż technik perswazji, prezentacji i negocjacji. Człowiek, który nie potrafi powiedzieć „nie zgadzam się”, ma też ograniczoną możliwość świadomego powiedzenia „tak”. Asertywność to również umiejętność mówienia „tak”. To po prostu umiejętność wyrażania siebie bez obaw.

Człowiek, który panicznie unika trudnych rozmów, często nie chroni relacji.

Chroni chwilowy komfort. Relacją płaci się później.

Na szkoleniach często słyszę pytanie: „Czy możesz mi powiedzieć, jak być bardziej asertywnym?”

Zanim przejdziemy dalej zazwyczaj mówię: „Opowiedz mi najpierw dlaczego uważasz, że nie jesteś asertywny, dlaczego tego chcesz/potrzebujesz?”

Tu zazwyczaj zaczyna się studnia 😊

Strach przed oceną?

Potrzeba bycia lubianym?

Hierarchia?

Lęk przed konfliktem?

Obawa, że nie znajdziesz odpowiednich słów?

A może świadomość, że kiedy już nazwiesz problem, trzeba będzie coś z nim zrobić?

Tu zaczynają się naprawdę interesujące rozmowy. Często bardzo trudne, ale interesujące.

Jeszcze jedno.

Ludzie rzadko robi rzeczy kompletnie bez sensu. Nawet wtedy, gdy coś im nie służy, robią tak z konkretnego powodu. Zazwyczaj coś chronimy, coś co jest dla nas bardzo ważne. Być może to nas nie wspiera, czasem wręcz wyniszcza. Mimo to chronimy ten fragment siebie. Pytanie, co to za część NAS, która nie pozwala nam iść dalej, swobodnie komunikując nasze myśli i potrzeby. Co można zrobić na początek, co jest bezpieczne? Uczestnikom szkoleń mówię tak: „Zacznij mówić, zacznij się wyrażać, zacznij nazywać swoje emocje, zacznij mówić co myślisz, co czujesz w bezpiecznych tematach i otoczeniu. Komentuj swoją rzeczywistość w małych prostych rzeczach. Potem jest coraz łatwiej”

Granica nie jest murem. Tam jest tylko tablica informacyjna

Tu kończy się przestrzeń, w której mogę się dostosować, nie rezygnując z siebie.

Dobrze postawiona granica nie musi niszczyć relacji. Często robi coś dokładnie odwrotnego, czyni ją prawdziwą. A prawdy nie trzeba już bronić.

Na koniec uwaga! Asertywne zachowanie u osób mających problem z byciem asertywnym, mogą prowadzić do uzależnienia i rośnie chęć stosowania ich w większej częstotliwości i dawce.