ARTYKUŁ GOŚCINNY

Można być w czymś naprawdę dobrym i nie chcieć już tego robić. O odwadze, która zaczyna się długo przed odejściem.

Wróć do artykułów gości

Najbardziej boję się o tych ludzi, którzy jeszcze dają radę. O kobiety, które rano nakładają makijaż, jadą do pracy, rozwiązują cudze problemy, dowożą wyniki i nie pozwalają sobie na myśl, że być może od dawna nie mają już ochoty na życie, które z takim wysiłkiem zbudowały. O mężczyzn, którzy przez dwadzieścia lat uczyli się być niezastąpieni, a teraz marzą, żeby ktoś przez jeden dzień niczego od nich nie chciał. O ludzi, którym wszyscy gratulują kariery, podczas gdy oni po cichu zastanawiają się, jak długo jeszcze wytrzymają.

Kiedy na zewnątrz wszystko funkcjonuje, jest sukces, pozycja i uznanie, trudno przyznać przed sobą, jak wiele rzeczy wewnątrz może właśnie pękać.

Ja doskonale znam to uczucie.

Przez ponad dwadzieścia lat pracowałam w telewizji. Reżyserowałam „MasterChefa”, program oglądany przez miliony ludzi. Kochałam tę pracę. Była częścią mojej tożsamości, dumy, sposobu myślenia o sobie.

A potem, mając 41 lat, urodziłam syna. Wiedziałam, że chcę być obecną mamą, taką, która jest obok, widzi, słyszy, uczestniczy. Nie mamą z WhatsAppa, która ogląda dorastanie dziecka pomiędzy wiadomościami i połączeniami wideo.

Wtedy pomyślałam: chcę zmienić swoje życie. Tylko jak? Przecież byłam po czterdziestce, a całe moje zawodowe życie związane było z telewizją.

Znam ten strach i moment bezruchu, kiedy w środku wszystko domaga się decyzji, a w głowie słyszysz: „Jesteś za stara”, „Po co ci to?”, „Przecież masz świetną pracę”. Co zrobić z dwudziestoma latami doświadczenia? Z pozycją, na którą pracowało się latami? Z przekonaniem, że skoro inni chcieliby być na naszym miejscu, to właściwie czego jeszcze nam brakuje? Czasami najtrudniej przyznać przed samą sobą, że już nie chcemy tego, czego kiedyś tak bardzo pragnęliśmy i że mamy do tego prawo.

„Jeszcze nie teraz” potrafi trwać całe lata

Jeszcze skończę projekt. Jeszcze poczekam na premię. Jeszcze dzieci podrosną. Jeszcze spłacimy kredyt. Pod tym wszystkim często skrywa się strach, któremu bardzo wygodnie w przebraniu rozsądku. Strach przed utratą pieniędzy, znaczenia, przynależności. Przed tym, co powiedzą inni.

Tylko że każde kolejne „jeszcze” ma swoją cenę. Najpierw znika ciekawość, potem radość. Coraz więcej czasu potrzebujemy, żeby dojść do siebie po zwyczajnym tygodniu pracy. Zaczynamy odliczać dni do urlopu, a potem godziny do powrotu z urlopu, bo wiemy, co nas czeka.

Jak to się stało, że praca, która miała być częścią naszego życia, zaczęła decydować o jakości całej jego reszty?

Kiedy przychodzi do mnie ktoś, kto mówi: „Chcę zmienić pracę”, pytam: „Dlaczego właśnie teraz jest to dla Ciebie ważne?” Pod tym zdaniem może kryć się tęsknota za czasem z dziećmi, spokojem, większą swobodą, nowym wyzwaniem albo zwyczajnym życiem bez nieustannego napięcia. Zanim zaczniemy szukać nowej drogi, potrzebujemy zrozumieć, z jakiego miejsca wyruszamy i czego nie chcemy już dłużej dźwigać.

Zawsze zachęcam osoby, z którymi pracuję do przyjrzenia się kosztom dwóch decyzji: zmiany i pozostania. O tym, co możemy stracić, odchodząc, potrafimy opowiadać godzinami. Znacznie rzadziej pytamy, ile stracimy, jeśli przez kolejne dwa lata niczego nie zmienimy. Co zostanie wtedy z naszej energii, zdrowia, relacji i odwagi?

Nie musisz wyrzucać swojej przeszłości do kosza

Kiedy budowałam nową drogę zawodową, musiałam zmierzyć się z przekonaniem, że wszystko, czego nauczyłam się przez dwadzieścia lat, należy do świata telewizji. Tymczasem właśnie tam nauczyłam się obserwować ludzi w sytuacjach, w których trudno cokolwiek udawać, dostrzegać różnicę między tym, co mówią, a tym, czego naprawdę potrzebują, zadawać kolejne pytanie, kiedy pierwsza odpowiedź brzmi zbyt łatwo, i podejmować decyzje, za które trzeba wziąć odpowiedzialność. Dzisiaj wykorzystuję to doświadczenie jako coach i mentor, pracując z ludźmi w momentach zawodowego przejścia: awansu, nowej roli, zmiany organizacji czy przebudowy kariery.

Jest jeszcze coś, co w mojej historii bardzo lubię. Wróciłam do telewizji, ale na innych zasadach.

Z ogromną radością pracuję przy jednych z najlepszych reality show w Polsce. Jestem producentką „Farmy” dla Telewizji Polsat. Nadal uwielbiam emocje, ludzi, tempo i nieprzewidywalność produkcji telewizyjnej. Dzisiaj telewizja zajmuje w moim życiu inne miejsce, obok coachingu, mentoringu i życia rodzinnego, które chcę naprawdę przeżywać, a nie oglądać z daleka.

Nie zawsze trzeba porzucić to, co się kocha. Czasem trzeba odzyskać prawo do decydowania, ile miejsca chcemy temu oddać.

Dlatego w pracy z klientami tak ważne jest dla mnie, żeby zobaczyli w swoim doświadczeniu coś więcej niż listę stanowisk, rozpoznali umiejętności, które mogą wykorzystać inaczej, ocenili ryzyko i własne możliwości. W procesie coachingowym przechodzimy od tej wiedzy do decyzji, strategii i konkretnych działań, z miejscem na wątpliwości i budzącą się sprawczość.

Dojrzała zmiana zawodowa wymaga równie dużo rozsądku co odwagi.

Najgorszym momentem na planowanie nowego życia zawodowego bywa ten, w którym obecne zdążyło już odebrać nam wszystkie siły. Kiedy jesteśmy tak zmęczeni, że każda alternatywa wydaje się lepsza, a zamiast wybierać, pragniemy po prostu uciec. Dlatego warto rozpocząć tę pracę wcześniej. Kiedy masz jeszcze pracę, dochody, energię i ciekawość. Kiedy możesz sprawdzić możliwości, zdobyć nowe kompetencje, przygotować finansowe bezpieczeństwo, a nawet odkryć, że wcale nie musisz odchodzić, wystarczy inaczej poukładać to, co już masz.

Zawodowa transformacja zaczyna się dużo wcześniej niż w dniu złożenia wypowiedzenia. Zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz odkładać własne życie na bliżej nieokreślone później. Jeśli jesteś właśnie w takim miejscu, zapraszam Cię do wspólnej pracy nad tym, co dalej. Pomogę Ci rozpoznać zasoby, sprawdzić możliwe kierunki i przygotować plan, który uwzględni Twoje prawdziwe życie, a nie jego wyidealizowaną wersję.

Nie czekaj, aż zabraknie Ci siły, żeby zostać. Zacznij przygotowywać zmianę, kiedy masz jeszcze siłę wybierać.