Szczęście według stoików to trwały spokój ducha (ataraksja) i życie w zgodzie z rozumem oraz naturą, niezależne od zewnętrznych okoliczności.
Współcześnie mówią: rozwijaj się, zarabiaj więcej, miej plan, bądź konsekwentny. Inni: słuchaj siebie, rób tylko to, co czujesz, odpuść wszystko, co ci nie służy. A ja myślę, że życie jest trochę bardziej skomplikowane, albo banalnie proste, jak mawiają mądre głowy: „to zależy”. Bo z jednej strony naprawdę warto siebie słuchać, ciała, emocji, intuicji i potrzeb. Z drugiej strony dorosłość to też odpowiedzialność. Czasem trzeba zrobić rzeczy, na które nie mamy ochoty. Iść do pracy, załatwić trudną sprawę, zadbać o zdrowie, dotrzymać słowa, podjąć decyzję, której się boimy.
Można powiedzieć Balans...
Dzisiaj warto umieć odróżnić lenistwo od zmęczenia. Lęk od intuicji. Odpoczynek od ucieczki. Ambicję od presji. I cudze wyobrażenie o dobrym życiu od tego, czego my naprawdę potrzebujemy.
Piszę to jako osoba, która sama szuka swojej drogi, jako kobieta wrażliwa, neuroatypowa, psycholog, trenerka kochająca ruch, naturę i zwierzęta. Ktoś, kto lubi dbać o siebie, ruszać się, jeść w miarę zdrowo, zrobić coś szalonego. Kocham jazdę sportowym motocyklem czy skoki ze spadochronem, biegać, leżeć i oglądać filmy, jeździć na desce zimą, ja po prostu uwielbiam robić różne rzeczy. To szaleństwo daje mi poczucie wolności i szczęścia, jestem ciekawa świata i z otwartością biorę co mi daje. Dlatego wierzę, że szczęście nie jest jednym gotowym scenariuszem. Nie dla każdego będzie wyglądało tak samo. Dla jednej osoby szczęściem będzie rodzina. Dla innej podróże. Dla kogoś spokojny dom, Malowanie obrazów, przebieranie się za postacie z komiksów, twórczość, sport, relacje, praca z sensem, kontakt z naturą albo po prostu życie po swojemu.
I może właśnie tu zaczyna się najważniejsze pytanie:
Czy ja w ogóle wiem, co dla mnie znaczy szczęście?
Nie dla społeczeństwa.
Nie dla rodziny.
Nie dla ludzi z Internetu.
Nie dla osób, które mają na Was pomysł.
Tylko dla Ciebie!
Przypowieść o człowieku który wyprowadził się na pustkowie, zdała od ludzi i nieznajomy zapytał, „czy teraz jest szczęśliwy”, na co odpowiedział, że „wiem na pewno, że nie jestem nieszczęśliwy”. Czy szczęście to brak nieszczęścia zatem..?!
„Jeśli szczęście nie zależy wyłącznie od tego, co nam się przydarza, ale także od tego, jak na to odpowiadamy — jak Ty odpowiadasz na swoje życie?” Łatwo jest wejść w cudzy schemat. Uznać, że w określonym wieku trzeba już coś mieć, kimś być, coś udowodnić, że jeśli nasze życie wygląda inaczej, to znaczy, że przegraliśmy życie, przecież każdy z nas ma inną historię, inne tempo, inne zasoby, inne rany, inne marzenia i inną wrażliwość. Nie wszyscy idziemy tą samą drogą. I może wcale nie musimy.
Każdy człowiek ma w sobie coś wartościowego i może minąć wiele lat zanim to dostrzeżemy. Czasami inni ludzie potrafią zobaczyć w nas więcej niż my sami. Dlatego tak ważne jest, kim się otaczamy. Czy są to osoby, przy których możemy być sobą, czy takie, przy których ciągle czujemy, że jesteśmy niewystarczający. Dobre relacje naprawdę mają ogromne znaczenie.
Psychologia szczęścia od lat pokazuje, że człowiek potrzebuje więzi, poczucia sensu, sprawczości, wdzięczności, zaangażowania i wsparcia. Pieniądze są ważne, bo dają bezpieczeństwo i możliwości. Nie ma sensu udawać, że nie. Ale same pieniądze nie zastąpią bliskości, zdrowia, spokoju, zaufania ani poczucia, że nasze życie jest zgodne z nami. Warto wiedzieć jak działa nasz mózg. On nie został stworzony po to, żebyśmy byli cały czas szczęśliwi i spokojni. Z perspektywy ewolucji jego podstawowym zadaniem było chronić nas przed zagrożeniem. Zauważyć niebezpieczeństwo. Przewidzieć ryzyko. Przygotować ciało do reakcji. Dlatego nasz umysł tak łatwo wyłapuje to, co niepokojące, trudne, negatywne albo niepewne. Czasem jedna krytyczna uwaga zostaje z nami dłużej niż dziesięć miłych słów. Czasem bardziej pamiętamy to, co poszło źle, niż to, co naprawdę się udało. To nie znaczy, że jesteśmy „zepsuci”. To znaczy, że mamy mózg, który przez tysiące lat uczył się przede wszystkim przetrwać. A teraz nie ma już czyhającej bestii która chce nas zjeść, półki uginają się od jedzenia i wody. Dlatego nasz mózg szuka co jest problemem, czasem trochę na siłę i dlatego tak ważny jest kontakt ze swoimi emocjami i ciałem. To daje nam rozwój osobisty, kontrola swojego umysłu, pro aktywne życie, poczucie wdzięczności, zdrowe relacje, także te z samym sobą.
We współczesnym świecie zagrożeniem są media społecznościowe. I nie chodzi o to, żeby je demonizować, bo sama wiem, że można tam znaleźć dużo inspiracji, wartościowych treści i ludzi, którzy robią coś dobrego. Jednak trzeba pamiętać, że zdjęcia i krótkie filmiki bardzo rzadko pokazują całe życie. Przed mediami mogliśmy porównać się do sąsiada, koleżanki ze szkoły czy kolegi z pracy. Teraz porównujemy się do całego świata w social mediach i telewizji. Nie widzimy tego, co jest poza kadrem: zmęczenia, lęku, bałaganu, kłótni, samotności, problemów finansowych, niepewności, gorszych dni, łez albo ceny, jaką ktoś płaci za to, co pokazuje. I wtedy bardzo łatwo zacząć porównywać swoją codzienność do czyjejś wybranej wersji rzeczywistości i cierpimy…
Nikt nie jest jednocześnie idealnym pracownikiem, partnerem, przyjacielem, rodzicem, osobą w świetnej formie, zawsze spokojną, zawsze wspierającą, zawsze obecną, z domem w idealnym porządku, z pasjami, życiem towarzyskim, rozwojem, majątkiem, zdrową dietą i jeszcze wewnętrzną równowagą. To nie jest porażka, że nie ogarniamy wszystkiego naraz. To jest po prostu nierealne. Badania pokazują, że problemem często nie jest sam telefon czy sama aplikacja, ale sposób, w jaki z nich korzystamy. Szczególnie trudne dla dobrostanu bywa bierne przeglądanie treści i porównywanie się z innymi. Są też badania, w których ograniczenie czasu spędzanego w mediach społecznościowych wiązało się ze spadkiem poczucia samotności i objawów depresyjnych.
Dlatego czasem jedną z najlepszych rzeczy, jakie możemy zrobić dla swojej głowy, jest odłożyć telefon i wyjść na spacer do lasu. Nie po to, żeby uciec od świata. Raczej po to, żeby wrócić do tego prawdziwego. Do drzew. Do oddechu. Do ciała. Do rozmowy. Do ciszy. Do siebie…
Badania nad kontaktem z naturą pokazują, że czas spędzany w naturalnym otoczeniu wspiera zdrowie i dobrostan. W tym roku napisałam pracę dyplomową na temat “Relacji między spacerami leśnymi a zdrowiem psychicznym i poziomem stresu”. Uwierzcie mi na słowo Las to spokój, to naturalny antydepresant.
Dużo o szczęściu można też zrozumieć, obserwując dzieci, zwierzęta i naturę. Dzieci potrafią cieszyć się z rzeczy, których dorośli często już nie zauważają. Z kałuży, patyka, ślimaka, psa, kamienia, nowego miejsca, prostego pytania. Mają w sobie ciekawość świata, chęć poznawania, bycia w relacji, odkrywania. Oczywiście dzieci też przeżywają trudne emocje, ale jest w nich coś bardzo prawdziwego — one jeszcze nie udają, nie kontrolują jak dorośli, są zawsze tu i teraz. Zwierzęta też są w tym niezwykłe. Pies nie ocenia, czy osiągnęliśmy sukces. Nie pyta, czy mamy idealne życie. Cieszy się obecnością, spacerem, dotykiem, wspólną chwilą. Natura robi podobnie. Las nie sprawdza, ile zarabiamy, jak wyglądamy i czy spełniamy społeczne oczekiwania. Przyjmuje nas takimi, jacy jesteśmy. Można wejść do lasu zmęczonym, pogubionym, wzruszonym, zestresowanym albo pełnym napięcia, a wyjść już w dużo lepszym stanie mentalnym.
W drodze do szczęścia warto pamiętać o duchowości (nie koniecznie chodzi o religię). Dla mnie duchowość to bardziej kontakt z sensem, wartościami, wdzięcznością, naturą, drugim człowiekiem i czymś większym niż codzienny pośpiech. To moment, w którym człowiek zadaje sobie pytanie: co jest dla mnie naprawdę ważne? Jak chcę żyć? Co mnie karmi, a co tylko zajmuje mój czas?
Może szczęście zaczyna się właśnie od takich pytań… Nie od gotowej odpowiedzi. Nie od idealnego planu. Nie od życia, które wygląda dobrze na zewnątrz. Ale od uczciwego kontaktu ze sobą. W poradnikach często piszą, że bycie szczęśliwym to wybór, decyzja i poniekąd sie z tym zgadzam, jednak to zależy… czynniki środowiskowe, zdrowotne i inne mają ogromny wpływ, nie każdy ma równy start. Dla mnie szczęście coraz bardziej kojarzy się z prostotą. Z dobrymi relacjami. Z ruchem. Z naturą. Z poczuciem sensu i ze sprawczością. Z możliwością bycia sobą. Z chwilą spokoju. Z ludźmi, przy których nie trzeba zakładać masek. Takie szczęście jest mi najbliższe — nie idealne, nie cukierkowe, instagramowe, nie oderwane od zwykłej codzienności. Z miejscem na rozwój, relacje, wdzięczność, naturę, pracę, zmęczenie, radość, lody, trening, wzruszenie, odpoczynek, rozmowy z nieznajomymi i własną drogę.
A prawie na koniec kilka małych rzeczy, które dają mi szczęście:
1. Wstaję wcześniej, żeby zacząć dzień bez pośpiechu.
2. Słucham ulubioną muzykę o częstotliwości 432Hz.(Gaja, ShataQS)
3. Wypijam kawę w ciszy, albo zabieram ją ze sobą na spacer do lasu.
4. Zatrzymuję się w ciągu dnia i pytam siebie: jak ja się dzisiaj czuję, czy czegoś potrzebuje?
5. Dzwonię do kogoś bliskiego tylko dlatego, że chcę usłyszeć jego głos.
6. Mówię ważnemu człowiekowi: „cieszę się, że jesteś”.
7. Robię komuś małą przyjemność bez okazji — kupuję ulubiony owoc lub ciasteczko, zostawiam miłą wiadomość.
8. Sprawiam przyjemność sobie bez wyrzutów sumienia — idę na lody, kupuję kwiaty, albo zabieram się na randkę.
9. Karmię ptaki ziarnem i je obserwuję.
10. Robię odświętne śniadanie, nawet jeśli to zwykły dzień.
11. Zapraszam przyjaciela na śniadanie, kawę albo spacer.
12. Zapalam świece i delikatne światło wieczorem-pije herbatę i czytam.
13. Idę na spacer bez słuchawek i telefonu w ręce, tylko po to, żeby zobaczyć, co jest wokół.
14. Przytulam lub głaszcze psa (jeśli pozwoli)
15. Trenuję siłowo, rozciągam się, tańczę w domu lub idę na rower/rolki
16. Wieczorem przypominam sobie jedną rzecz, za którą jestem dziś wdzięczna — nawet jeśli dzień był trudny.
17. Uśmiecham się do dzieci i zwierząt.
18. Spaceruję w deszczu.
19. Czytam w lesie na hamaku lub na ławce w parku.
Szczęście to wewnętrzny spokój, szczęście to wartość która nas karmi i sprawia, że wzrastamy nawet gdy jest trudno.
A gdyby szczęście nie wymagało od Ciebie zdobycia czegoś więcej, tylko zauważenia tego, co już jest? Co w Twoim życiu jest dziś wystarczające, a mimo to ciągle szukasz „więcej”?
Dziękuję, że dałaś/łeś mi swój czas, to najważniejsze co drugi człowiek może nam dać.
Z wdzięcznością, Marta Polak.
